|
Strona Główna
ZENIT 11
Psuł się od samego początku, zabytkowy pomiar
światła (ogniwo selenowe). Opuścił mnie szybko.
ZENIT 122
Ten, natomiast, sprawował się nad wyraz
dobrze, lecz jego ograniczenia w zakresie długich czasów
(a właściwie ich brak) mocno mnie frustrowały.
Wizjer taki sobie, ale
wbrew powszechnie złej opinii - ja nie miałem żadnych problemów z
ustawianiem ostrości. Często bowiem czytuję narzekania, zwłaszcza byłych
użytkowników, jak to w nim nic nie widać, że patrzy się, jak przez dziurę
w płocie itp. Dopiero, gdy dorwali się do Nikona, czy Canona, odzyskali
ostrość widzenia.
Bzdura totalna! Różnica w jakości oczywiście jest, ale
nie aż tak drastyczna. Natomiast, faktycznie, trochę irytujące są odblaski
wokół matówki, których w lepszych modelach nie uświadczysz - tam, po
prostu, jest matówka, wskaźniki, a poza tym ciemność.
Dziw mnie bierze, jak wielu z nas, wychowanych na tej marce, teraz
bezlitośnie nią pogardza.
Aparat po dwóch latach intensywnego użytkowania, w stanie bezawaryjnym,
przeszedł w inne ręce, ale sentyment pozostał.
PRAKTICA 20 BX
Wielkie rozczarowanie.
Długie czasy, co prawda
są, ale lustro wali zbyt mocno, naciąg migawki i filmu - fatalny
(trzeszczy i rzęzi). Przesuw filmu nierównomierny (różne odstępy między
klatkami).
Dłuższy czas próbowałem go modernizować, rozbierałem dziesiątki
razy. Bez skutku. Lustro rozpędzają w nim dwie sprężyny, a wyhamowanie to
jedynie gąbka wokół matówki - konstrukcja beznadziejna.
Długo usiłowałem
się przekonać - wszak to Praktica, w demoludach konstrukcja kultowa. Nerwy
jednak zawiodły i puściłem go za byle jakie pieniądze.
Nauczyło mnie to jednego - jeśli używasz sprzętu, który męczy, już nawet
nie mówię, że jest wadliwy, po prostu, z takich czy innych względów,
dosłownie - męczy Cię psychicznie jego używanie, odpuść go sobie. Jest to
walka
beznadziejna - tego czegoś i tak nie polubisz, a prędzej się
zniechęcisz do fotografowania. Pędź na giełdę, pobaw się różnymi markami
(nie daj się zmanipulować tym legendarnym), i wnet znajdziesz ten dla
siebie. Może się zdarzyć, że na takiej wymianie jeszcze zarobisz, ale
ważniejsza jest ulga i spokój duszy.
CANON EOS 500
Całkiem udany model mimo wszechobecnego
plastiku.
Czasy od 30s do 1/2000s, a więc całkiem przyzwoite, jedyna
skaza, to synchronizacja lampą błyskową - 1/90s. Autofokus trzypunktowy,
czujniki: środkowy krzyżowy i dwa boczne liniowe, niestety bez możliwości
ręcznego wyboru każdego punktu osobno. Jedyna możliwość, to przy ciągle
wciśniętym przycisku pamięci pomiaru - nacisnąć spust, ostrość wówczas
ustawia się tylko środkowym czujnikiem.
Trzy rodzaje pomiaru światła -
matryca, selektywny i C/W ( ten jednak działa tylko w trybie manualnym).
Współpraca z zewnętrzną lampą błyskową w trybach: TTL i A-TTL, niestety,
wbudowana lampka pracuje tylko w TTL-u. Pomiar błysku matrycowy w trybie AF - ( trzy pionowe pola pokrywające się punktami AF), w trybie ręcznego
ustawiania ostrości pomiar błysku tylko C/W.
Wady: dosyć ciemna matówka, przesuw filmu to jedyne 1,5kl/s, i przede
wszystkim - brak podglądu głębi ostrości.
Po psychicznych męczarniach z Prakticą cieszyłem się nim, jak dziecko,
ale krótko. Jakiś niedobry człowiek zajumał mi go w drodze do STODOŁY.
Zamiast lampy, na giełdzie kupiłem model poniższy.
CANON EOS 600
Świetna, niezawodna
maszynka. Uświadomił mi, jak bardzo prymitywna jest pięćsetka.
Wymienna
matówka (dostępne są nawet matówki z microrastrem i klinami), dużo metalu
w środku, co w połączeniu z cudo uchwytem daje dobre wyważenie. Pierwszy
model Canona wyposażony w funkcje indywidualne.
Szybki przesuw filmu - 5 kl/sek., podświetlany
wyświetlacz zewnętrzny, podgląd głębi ostrości osobnym przyciskiem, pomiar
matrycowy i selektywny.
Pomiar błysku mimo, iż centralnie ważony, sprawuje
się dziwnie dobrze.
Współpraca z lampą błyskową w trybach TTL i A-TTL
(świetna współpraca z 430EZ), niestety synchronizacja tylko do 1/125s - to
znaczne zubożenie do swego starszego brata- EOS-a 620, który mógł się
pochwalić 1/250s.
Autofokus, mimo tylko jednego, centralnego czujnika, i to w dodatku
liniowego, działa szybko i niezawodnie.
Zasilanie to bateria 2CR5, a więc spory wydatek, a firma nie przewidziała
innej możliwości zasilania.
Jedyna rada to zakup podłużnego pojemnika na
cztery baterie R6 (paluszki), z zużytej baterii 2CR5 wydłubanie dwóch
ogniw, tak aby został sam szkielet ze stykami. W uchwycie aparatu należy
wywiercić mały otworek, w celu poprowadzenia kabelka łączącego szkielet po
2CR5 umieszczony w korpusie aparatu, z pojemnikiem bateryjnym
przymocowanym do paska aparatu (pojemnik taki kupisz w każdym sklepie
elektronicznym).
Ja sam, tak właśnie uczyniłem i całość sprawowała się
świetnie i jeszcze lepiej na silnym mrozie. Każdy taki pojemnik bateryjny
posiada bowiem, zaciski stosowane w typowych bateryjkach dziewięciowoltowych. Ponieważ na kablu wychodzącym z aparatu również musi
być taki zacisk (również do kupienia w tymże sklepie), nic nie stoi na
przeszkodzie, aby na czas zimowy wykonać sobie przedłużacz (kabel musi być
w miarę gruby np. typowy na 220V, ja początkowo użyłem cienkiego kabelka
elektronicznego o długości ok. półtora metra i przy nowych bateriach,
wskaźnik napięcia w aparacie wskazywał połowę, tak duży był spadek
napięcia), dzięki któremu baterie (polecam tylko baterie, przy próbie
użycia akumulatorów aparat zaczął się "dziwnie" zachowywać) będzie można
nosić pod kurtką.
Gdybyż aparat ten posiadał jeszcze pomiar światła C/W (matryca we
wszystkich Canonach w starciu z dużymi kontrastami zawala sprawę), a
zwłaszcza podnoszone lustro, z rąk bym go nie wypuścił.
CANON EOS 50 E
Nafaszerowany bajerami, z których większości
rzadko się używa.
W porównaniu z poprzednikiem, kiepściuchny uchwyt,
dopiero batterypack pomaga.
Pomiar matrycowy niezmiennie nie daje powodów do
zaufania.
Przy okazji dygresja.
Nieprawdą jest, że Canony nie dają poprawki
na wysokie światła.
Dają, ale tylko wtedy, gdy jest to miarę równomierna
jasna płaszczyzna (skieruj obiektyw np. w jasne niebo i przełączaj się
między C/W a matrycą, zobaczysz różnicę). Toteż w przypadku jasnych,
śnieżnych krajobrazów i włączonej matrycy, korekcje są zbędne. Jeśli
jednak trafi Ci się w kadrze jasny punkt, starannie go omijaj, w
przeciwnym razie niedoświetlenie masz w kieszeni. Cóż, takie algorytmy
orły napisały, a wystarczyło pobrać lekcje od informatyków Pentaxa. Z1P
nie ma takich problemów - sam sprawdzałem (i znów drobna nerwica)
.
Ponieważ lubię być pewny, używałem w EOS-ie tylko pomiarów - selektywnego
i C/W, a ten ostatni w połączeniu z regułami poniżej podanymi dawał
znakomite efekty.
Ustaw pomiar C/W i
wartość przysłony 11. Dokonaj pomiaru bez przekadrowania (nawet słońcem w
kadrze nie przejmuj się zbytnio). Jeśli czas będzie się zawierał pomiędzy
1/180s a 1/350s - wprowadź korekcję +0,5 a jeśli między 1/20s a 1/10s
-wprowadź korekcję - 0,5. Adekwatnie przy innych czasach. Przy innej
czułości filmu musisz, oczywiście, zwiększyć lub zmniejszyć przysłonę np.
ISO200-przysłona 16, podobnie przy stosowaniu różnych filtrów. Przysłona -
f11, którą tu podaję, oczywiście nie jest sztywnym wymogiem, możesz sobie
ustalić dowolnie inną, w zależności od możliwości Twego aparatu, jednak
czasy musisz wówczas, proporcjonalnie, zmienić.
Przysłona f11 ISO 100
Czas Korekcja Czas
1/180 +0,5 - 1/20
1/350 +1,0 - 1/10
1/750 +1,5 - 1/6
1/1500 +2,0 - 1/0,3
1/3000 +2,5 - 1/0,7
Wady aparatu, to przede wszystkim
zbyt długi czas synchronizacji z lampą -1/125, w jasny słoneczny dzień,
aparat tak mocno przymknie przysłonę, że efektu użycia lampy nie
uświadczysz.
A jeśli myślisz, że tryb błysku liniowego Twojej lampy coś tu
zmieni, to mylisz się, jak i ja szarpiąc się na model z funkcją takową.
Do
aparatu wpinałem lampy: EZ430 i METZ 54 MZ3. Obie solidne i niezawodne w
działaniu, mimo różnicy dwóch generacji.
Na szczęście, aparat oprócz
E-TTL pracuje również w TTL-u.
Dlaczego?
Ot, choćby pokój z jasnym
oknem w kadrze. A w tym pokoju, przy tymże oknie, siedzi miła Ci osoba.
Jak szybko zrobić zdjęcie, na którym oświetlenie wnętrza jest OK a okno
nie jest białą plamą?
Lampę przełącz w tryb TTL, może również pracować w A-TTL jak
np.420, 430, 540 EZ.
W aparacie włącz pomiar selektywny i tryb pomiaru
"PROGRAM" lub "Tv"( w tym przypadku oczywiście wstępnie ustaw czas - na
początek najlepiej 1/125), skieruj obiektyw na okno i zapamiętaj pomiar
(jeśli za oknem jest bardzo jasno - uważaj, przymknie Ci przysłonę zbyt
mocno i lampie braknie mocy na oświetlenie pokoju; 8, 11- to rozsądne
granice). Teraz obiektyw skieruj na pokój, na matówce widzisz trzy punkty
ustawienia ostrości, a pod nimi, w tle, możesz sobie wyobrazić trzy
pionowe pasy, jak sztachety w płocie, pokrywające całą matówkę. Jeśli więc
ustawisz ostrość prawym punktem, cały pomiar błysku skoncentruje się na
prawym pasie zajmujący 1/3 obrazu. Wybierz więc tę część pokoju, która
jest dla Ciebie najważniejsza, ustaw na nią ostrość wybranym (najszybciej
okiem) punktem AF i spust do końca. Nie uczynisz tego tak sprawnie w
systemie E-TTL, ponieważ pamięć pomiaru światła zastanego i błyskowego
jest pod jednym przyciskiem.
Powyższa metoda sprawdza się znakomicie
również na zewnątrz, ciemny pomnik na jasnym tle - żaden problem - pomiar
selektywny na tło, w zależności od położenia pomnika w kadrze, wybieram
dany pkt AF i gotowe. Sprawdziło się to doskonale w przypadku EZ 430.
Ważne - wszystko to działa oczywiście przy włączonym AF. Jeśli ustawiasz
ostrość ręcznie, pomiar błysku zawsze odbywa się jako "C/W" obojętne czy
jesteś w matrycy, sel., czy C/W.
Jeszcze mały trick - wciskając
równocześnie przyciski - pamięci pomiaru i wyboru pola AF, zobaczysz w
wizjerze oprócz podświetlonego na czerwono punktu AF na matówce, również
tenże pkt na wyświetlaczu pod obrazem, co przydaje się przy b.jasnych
motywach.
Na koniec, dwie dość irytujące wady: pierwsza - podgląd głębi ostrości i
pamięć pomiaru pod jednym przyciskiem, chcąc jedynie sprawdzić rozkład
ostrości musisz uruchomić cały system pomiarowy, druga - włączanie aparatu
przez ciągłe pokręcanie kółkiem. W serii EOS 600, 620, 650 obie te funkcje
są znakomicie rozwiązane, co jeszcze raz dowodzi, że nowsze czasem znaczy
- gorsze.
SIGMA 28-70/2,8
Znakomita jakość optyczna, mechanicznie
sprawował się bezawaryjnie.
Wolny autofokus - raz, że obraca się przednia
grupa soczewek, a dwa, napęd z silniczka w obiektywie przekazywany jest za
pomocą paska gumowego. Patent wzięty prosto magnetofonów kasetowych, ale
tu całkowicie chybiony.
Na mrozie, gdzie guma twardnieje (i tylko ona),
obiektyw prawie lub nawet w ogóle nie kręcił, jedynie silnik w środku
bezsilnie bzyczał. Podejrzewam, że z innymi markami aparatów, gdzie napęd
przekazywany jest z korpusu (wszystkie obiektywy do CANONA posiadają
wbudowany silniczek), wszystko kręci się znacznie szybciej i gdybym był w
posiadaniu takiego korpusu (PENTAX, NIKON, MINOLTA) wówczas to świetne szkiełko
nadal byłoby przy mnie. I nie jest to ocena subiektywna - swego czasu w
testach niemieckiego magazynu COLOR FOTO obiektyw ten pod względem
optycznym oceniono wyżej niż CANON USM 28-70/2,8 (cena w detalu ok.6-7
tys. zł). A SIGMĘ kupisz w Stodole (trudno już spotkać) za 700-800 zł.
SIGMA 28-70/2,8 EX
Skusiłem się myśląc - jakość optyczna co
najmniej powtórzona, a mechanika pewnie poprawiona. I faktycznie, obiektyw
kręci bardzo sprawnie (wewnątrz żadnej gumy, same zębatki), przód się nie
obraca, nie straszny już żaden mróz. Ale optyka ciut, jakby gorsza.
Cieszyłem się przez rok. Tylko minęła gwarancja, jestem na szlaku w
górach, a tu zoom się zacina, w środku coś grzechocze, a mnie krew
jasna...
Po powrocie rozkręciłem padalca, w środku znajdując bezdomną
śrubkę, która, jak stwierdziłem przy dalszej penetracji, wykręciła się z
prowadnicy zooma. Dalej już było z górki, na gwint Butapren (sprawdzony
patent) i mocne dokręcenie. Oczywiście, profilaktycznie, to samo uczyniłem
z jej siostrami.
Minęły trzy miesiące.
Ponownie ulubione Rudawy Janowickie.
Zacina się, tym razem pierścień ostrości.
Tragedia ! Przy
próbie desperackiego pokręcenia, w środku coś zgrzyta.
Znów krew mnie
jasna...
Podejrzenie mnie naszło, że jednak coś poprzednio spartaczyłem.
Radość dreptania po górach opuściła mnie migiem, widząc twarzy mej wyraz,
o słowach nie wspomnąc.
Po powrocie - rozkręcam padalca. Pierwsze wrażenie
- wszystko na swoim miejscu. Penetruję dalej, po drodze poznając złożoną
budowę tegoż, i już widzę - odkręciła się śrubka prowadnicy pierścienia
ostrości. Widzę ją, ale żeby się do niej dostać trzeba odkręcić zespół
soczewek, niezbędny jest specjalistyczny klucz nasadowy z wycięciami.
Depresja.
Cóż, jest tylko jeden sposób - skoro widzę ją dosyć dokładnie,
mogę wywiercić 1mm otwór w tubusie i śrubokrętem zegarmistrzowskim spróbować
ją wkręcić.
Praca była mozolna, ręczna, tak aby żaden wiórek nie wpadł do
środka.
Zakończona sukcesem.
Obiektyw odzyskał pełną sprawność i
nic więcej mu już nie dolegało.
Natomiast firma jest u mnie spalona.
Zabawnie dla mnie brzmią zapewnienia z różnych testów, że zła jakość
mechaniczna SIGMY to już przeszłość, zwłaszcza tych obiektywów z górnej
półki. Nic się nie zmieniło, a być może i na gorsze. Optyka wysokich
lotów, mechanicznie a właściwie wytrzymałościowo - tandeta.
SIGMA
70-300/4-5,6 APO MACRO
Kupiłem go równolegle
z tym pierwszym. Mechanicznie te same wady: wolny AF (w środku również
pasek gumiany), przód się obraca, na mrozie nie kręci. Optycznie na czwórkę
w skali pięciostopniowej, mechanicznie na trójkę minus.
Funkcja MACRO skala 1/2, a więc całkiem nieźle.
Podobnie,
jak ten pierwszy, mimo, że powolny i topornie działający, nigdy nie
rozpadł mi się w rękach.
Opisany sprzęt w całości jest już
historią.
Mimo oporów konserwatystów i malkontentów, wielkimi krokami
nadchodzi zmierzch srebra. Patrząc na swój wysokiej klasy gramofon kurzejący na szafie zrozumiałem, że już niedługo złożę przy nim to, co
opisałem powyżej.
Mimo sentymentu, nie stać mnie na to. Cyfrowej
lokomotywy nic nie zatrzyma, zwłaszcza, że pcha ją potęga producentów,
którzy już zadecydowali. A ich piąta kolumna, to dyletanctwo i
pogarszająca się jakość usług odnośnie wywoływania filmów i wykonywania
odbitek. Totalna komercja i pogarda dla jakości.
Z ciężkim sercem
rozstałem się ze sprzętem powyższym, dla osłody został mi jedynie stary,
dobry, dalmierzowy REVUE 700 EL (nie do zdarcia) i spory zapas filmów w
lodówce. Zmieniłem narzędzie, ale poza tym nic się nie zmieniło.
OLYMPUS 5050 ( E-20P,
wersja dla ubogich).
Tekst napisałem w listopadzie 2003
roku
Na
samym początku, muszę się zastrzec - nie jestem fanem Olympusa, nie jestem
fanem jakiejkolwiek marki ! Staram się zawsze, na spokojnie, dostrzec wady
i zalety danego sprzętu, czasem po parę razy do niego podchodzę, aby w ten
sposób ujarzmić w sobie ślepy ogień pożądania. Przeszłość mnie nauczyła,
że jeśli dam się ponieść emocjom w stylu - "ja muszę to mieć, szybko!",
tym większe spotka mnie później niezadowolenie i rozczarowanie. Znasz
przecież to uczucie zniechęcenia, gdy wydaje Ci się, że wszyscy wokół
używają lepszego i sprawniejszego sprzętu, a Tobie się trafiło takie
byle co.
Polubiłem swego 5050, lecz nie zamierzam go hołubić. Cenię go za jego
zalety, a wszelkie wady bezlitośnie wywlokę i obnażę, może dzięki temu, ktoś będzie miał
łatwiejszy wybór.
Model mający już ponad rok, a nadal utrzymujący
się w czołówce rankingów.
Wybrałem go po długim namyśle, a pomógł mi w tym
test różnej maści cyfrówek w jednym z magazynów komputerowych (Magazyn
Internetowy WWW nr 3/03). Akurat ten test był w miarę wiarygodny, bo
podparty zdjęciami testowymi umieszczonymi na dołączonej płytce. Nie wiem,
jak Ty, ale ja odnoszę wrażenie, iż te wszelkie magazynowe testy są
robione pod określonych producentów, lub przez zaślepionych fanatyków
jednej marki.
Tym razem mogłem sam naocznie sprawdzić prawdziwość opisów.
Testowe zdjęcia pootwierałem w Photoshopie i dawaj je powiększać i
analizować. Konkurencja była silna - Canon G2, G3, Nikon Coolpix 5000,
5700, Minolta Dimage 7i, Sony DSC-F717.
Szczerze mówiąc, na 5050
spoglądałem obojętnie, optując za Minoltą 7i (ergonomia wydała mi się
lepsza, a zwłaszcza ręczne zoomowanie i gwint w obiektywie) lub Nikonem
5000 (przegubowy ekranik i sprawdzona roczna konstrukcja).
Śmieszą mnie
zdania takie, jak przeczytane ostatnio - " Testowałem Nikona i Minoltę, co
prawda Minolta wypadła lepiej, ale wybrałem Nikona, w końcu Nikon to Nikon"
- istna parodia.
Niespodziewanie dla mnie, najlepiej w teście wypadł Olympus - jego
matryca najlepiej rejestrowała drobne szczegóły, a i barwy wydały mi się
najbardziej naturalne, a to jest dla mnie najważniejsze, aparat może mieć
wygląd i ergonomię mydelniczki, byle robił cudowne jakościowo zdjęcia.
I muszę przyznać, że nie zawiodłem się - jakość zdjęć baaardzo dobra.
Żeby nie być gołosłownym - pokazuję ostatnio odbitki 15x21 znajomemu, ten
ogląda je, i mówi -"No dobra, a teraz pochwal się zdjęciami z twojej
cyfry."- "Przecież właśnie je oglądasz" - mówię i patrzę na jego rosnące
zdziwienie. Zmyliło go lekkie ziarno, którym upodobniłem je do tych z
analogu.
Aparat wyposażono w bardzo jasny i ostro rysujący obiektyw 1,8-2,6/
35-105, dziwi trochę jednak dystorsja beczkowa, zwłaszcza przy 35mm, zbyt
duża jak na tę klasę sprzętu. Poza tym, czasami, na granicy dużych
kontrastów np. drobna gałązka na tle jasnego nieba, wokół obiektu pojawia
się zielona otoczka, widoczna zwłaszcza w dużym powiększeniu (aberracja
chromatyczna), i jedyna rada to
tylko dobry program graficzny.
Na szczęście wady te nie są uciążliwe,
chyba, że fotografujesz architekturę, wówczas, ponownie, bez dobrego
programu graficznego się nie obejdzie.
Bardzo duża ilość ustawień balansu bieli (10 kombinacji i cztery schowki,
gdzie można je przypisać), w tym jeden zadany, tzn. w trudnych barwnie
warunkach, kierujesz obiektyw na jakąś białą płaszczyznę (ja mam zawsze
przy sobie biały karton wielkości dyskietki) i włączając tę funkcję,
pokazujesz elektronice aparatu, co tu jest naprawdę białe. Przykład -
pokój oświetlony świetlówką i zwykłą żarówką, trudne złożone warunki -
ogniskowa 105 - wchodzę do opcji balansu bieli (WB i ostatnia opcja pod "Custom",
symbol okienka z dwiema strzałkami), w momencie naciśnięcia kursora w
prawo, pojawia się ekran (ONE TOUCH WB) - karton przed obiektyw, tak aby
wypełnił cały ekranik i OK. W tym momencie pokazałem elektronice wzorzec
bieli i zdjęcie wiernie odda kolory. Dzięki tej funkcji, żadne, nawet
najbardziej złożone warunki kolorystyczne nie są straszne.
Aparat posiada również osiem schowków na indywidualne ustawienia, opcję
redukcji szumów, która jest nad wyraz przydatna przy długich czasach, a te
są całkiem niezłe - 16s.
Elastyczność dostosowań - do jednego przycisku przy spuście aparatu (OK-Mode
Menu-Setup-CUSTOM BUTTON) można przypisać szereg funkcji np. zmiana
formatu zapisu.
To nie wszystko, do trzech klawiszy przy OK, również można
przypisać różne funkcje (OK-Mode Menu-Setup-SHORT CUT) np.WB, DRIVE, NOISE
REDUCTION.
Aparat posiada funkcję samotestowania matrycy (OK-Mode Menu-Setup-PIXEL
MAPPING), której uaktywnienie kalibruje wzajemnie moduł CCD i procesor
ASIC, co poprawia odwzorowanie kolorystyczne i ostrość zdjęć.
Wielu z nas sobie tego nie uświadamia, że każdy aparat cyfrowy, który
daje bezpośredni podgląd na LCD, ma cały czas odsłoniętą matrycę, podatną
przez to na szok fotonowy (to tak jak wypalanie dziurki w papierze
słońcem patrzącym przez lupę). Jaka rada na to ? Na pewno nie ustawiać
ostrości prosto w słońce, gdy musisz mieć słońce w kadrze - nie przedłużaj
kadrowania ponad niezbędne minimum. Chyba najbezpieczniejszy sposób, to
maksymalnie przymknąć przysłonę, ustawić ostrość poza słońcem i szybkie przekadrowanie.
A jeśli dopadły Cię wątpliwości, czy aby któryś z pikseli
matrycy nie uległ uszkodzeniu, polecam Ci program Dead
Pixel. Program wykrywa martwe i gorące piksele.
Aby przetestować
aparat, zakryj dekielkiem obiektyw i ustaw najdłuższy, możliwy czas
otwarcia migawki. Teraz możesz, stosując różne czułości ISO, wykonywać
zdjęcia, oczywiście przy wyłączonej redukcji szumów (przy włączonej, w
moim 5050, program nic nie wyłapał).
Aparat nie posiada oficjalnie funkcji blokady ostrości, ale jest to
możliwe. Wystarczy po ustawieniu ostrości, przy ciągle wciśniętym spuście,
nacisnąć przycisk ustawienia autofokusa, ostrość zostanie zablokowana, ale
jednocześnie aparat przełączy się na MF.
Co do ręcznego ustawiania ostrości, w tym aparacie to jakiś koszmar. W
momencie rozpoczęcia ustawiania pojawia się na środku LCD powiększenie
cyfrowe, tak rozpikselowane i niewyraźne, że przynajmniej ja, niewiele na
nim mogę dostrzec. Jeśli jeszcze jest jasno, pół biedy - jakąś różnicę w
ostrości można dostrzec (gorzej gdy jest bardzo jasno np.ostre słońce,
wówczas sam LCD staje się mało czytelny), ale przy normalnym świetle np.
pochmurny dzień lub jasny pokój - prawie nie do ustawienia (pomaga użycie
przycisku pamięci pomiaru "AEL").
Dużą zaletą aparatu jest zasilanie - 4xR6 popularne "paluszki".
Oczywiście używam akumulatorków i cenię sobie komfort psychiczny,
wiedząc, że praktycznie wszędzie mam dostęp do źródła zasilania. Zazwyczaj
producenci zmuszają użytkownika do używania akumulatorów stworzonych
specjalnie do danego modelu. Są one nad wyraz drogie, a i jedna sztuka to
stanowczo zbyt mało nawet na średnio daleką wyprawę. Totalną bzdurą jest
informacja że z jednego akumulatora można wykonać kilkaset zdjęć.
Producent przyjmuje, że uruchamiasz aparat, kadrujesz - pstryk i
wyłączasz. A co jeśli jesteś trochę ambitniejszym fotografem - kadrujesz z
różnych ujęć, kręcisz czasem, przysłoną, podglądasz już wykonane, a w tym
czasie aparat wprost pożera energię ? Kilkadziesiąt zdjęć w trybie RAW to góra (tyle
wyciągam na akumulatorach 2000mAh, a do aparatu dołączone są 1700mAh,
które wg producenta wystarczają na 200-300 zdjęć).
Wszystko wskazuje na to, iż w modelu tym zainstalowano dosyć sporą pamięć
SDRAM, prawdopodobnie 32 MB. W trybie szybkich zdjęć seryjnych, aparat w
przeciągu sekundy, zapisuje w buforze cztery zdjęcia, które np. w formacie
RAW zajmują łącznie 28 MB.
Wizjer optyczny aparatu to jakieś nieporozumienie. Obraz, mimo korekcji
dioptrycznej, wydaje się być nieostry (zwłaszcza na brzegach). Ramek,
pokazujących pole widzenia, tak typowych dla aparatów przeziernikowych,
próżno tu szukać. Powód jest prosty - 80%, a może i mniej, pola widzenia.
Jeśli, więc chcesz precyzyjnie kadrować, jesteś skazany na LCD (tylko jak
to uczynić w jaskrawym słońcu?). Podobnie jeśli patrzysz przez okulary -
oko do wizjera trzeba mocno dociskać. Odnoszę wrażenie, że aparat tylko po
to posiada ten wizjer, aby nikt nie zarzucił producentowi, iż go tam nie
ma. To jedno z większych moich rozczarowań w tym modelu. Być może
zaistniała tu zasada - chcesz dobrze widzieć, szarpnij się na E-20P.
Aparat posiada dziewięć pól ustawienia ostrości, na LCD oznaczone jest tylko
środkowe, pozostałe wyświetlają się tylko w momencie uaktywnienia. Żadne ,
niestety, nie jest krzyżowe, ale mimo to ostrość ustawia się pewnie i w
miarę szybko. Oczywiście można się przełączać między szerokim polem AF, a
punktowym.
Czujniki boczne uaktywniają się (tylko gdy w opcjach AF ustawiona jest
opcja - "iESP") w momencie, gdy środkowy czujnik ma problemy z ustawieniem
ostrości, a w polu widzenia pozostałych znajduje się obiekt bardziej
kontrastowy.
W trybie AF SPOT, istnieje możliwość ręcznego wybrania jednego z
dziewięciu czujników.
Pomiarowi światła nie mogę nic zarzucić - matrycowy, punktowy i
wielopunktowy (znany chociażby z OM-4 lub Canona T-90). Matrycowy i
punktowy współpracują z pamięcią pomiaru (krótkie wciśnięcie przycisku
blokuje pomiar dla jednego zdjęcia, dłuższe przytrzymanie blokuje pomiar
do odwołania) i oba sprawują się znakomicie.
Ekran LCD odchyla się 90 stopni w górę i 20 stopni w dół, odchylenie na
boki nie jest możliwe, chyba, że wykażesz się dużą siłą fizyczną. Ideał to
przegubowe ekraniki Nikonów serii 5.... i Canonów serii G, no ale oni byli
pierwsi i pewnie w grę weszła zbyt wysoka opłata patentowa.
Przed wykonaniem zdjęcia możesz mieć wpływ na niektóre jego parametry -
ostrość, kontrast, nasycenie barw - po pięć stopni w górę i w dół. Ale nie
tylko - jeśli zdjęcie zostało zapisane "na surowo" w pliku ORF, można je
edytować w samym aparacie, zmieniając zarówno powyższe parametry, jak i
balans bieli, można je interpolować na wyższą lub niższą rozdzielczość, i
zmieniać jeszcze szereg innych wartości.
Mikrofon w tym modelu oczywiście jest. Dzięki niemu można nagrać film
wraz z dźwiękiem. Jakość takiego filmu idealnie nadaje się do internetu i
raczej tylko tam. Ale sam mikrofon spełnia jeszcze jedną pożyteczną rolę -
do każdego zdjęcia można nagrać kilkusekundowy komentarz słowny. Odbywa
się to bardzo prosto - tuż po zrobieniu zdjęcia, mówisz do aparatu np. -
"Nieznany mężczyzna spadający z dachu" i gotowe. Oczywiście funkcja ta
jest wyłączalna.
Ciekawą opcją jest dźwiękowa imitacja trzasku migawki - samej lub plus
imitacja dźwięku silnika przewijania filmu, każde o dwóch poziomach
głośności.
Dane techniczne podają czasy otwarcia migawki do 1/2000s - to prawda, ale
tylko przy maksymalnie przymkniętej przysłonie (f8). Przy każdej innej
wartości jest to tylko 1/1000s (problem rozmycia tła np. przy portrecie w
ostrym świetle, jedynym ratunek to filtr szary ) - dwukrotna różnica to
nie drobnostka.
Podobnie długie czasy - specyfikacja podaje do 16s, ale
jest to możliwe tylko w trybie manualnym, w pozostałych nie przekroczysz
czasu 4s. Na swój sposób poczułem się tym oszukany.
Aparat oczywiście posiada "gorącą stopkę", nie omieszkałem więc dokupić
adaptera (specjalnie do Camedii - METZ SCA 3202) dzięki, któremu Metz
54MZ3 mógł się do niej podłączyć.
Lampa współpracuje znakomicie w trybie
TTL, jak i pozostałych - w trybie "A", "M" i błysków
stroboskopowych.
Po ustawieniu odpowiedniej opcji w aparacie, lampa
potrafi wysłać błyski, redukujące efekt "czerwonych oczu". Mało tego,
lampa sygnalizuje świetlnie i dźwiękowo prawidłowość naświetlenia
błyskiem.
Ale i to nie wszystko. Adapter ten posiada
własną fotocelę i po przestawieniu w nim przełącznika, lampa może być
zdalnie
sterowana błyskiem lampki aparatu. Oczywiście, nie można wymagać
zbyt wiele, nie jest to sterowanie w trybie TTL, a jedynie wyzwolenie
błysku (fotocela ignoruje przedbłysk pomiarowy lampki aparatu), ale
ponieważ sama lampa posiada czujnik pomiaru błysku, wystarczy ją ustawić w
trybie "A", przysłonę tę samą, co w aparacie i już można rozświetlać
wnętrza.
Całość sprawuje się świetnie, poza jedną niedogodnością -
ponieważ Metz jest wysoką lampą, przy błysku na wprost i oświetlaniu
bliskiego obiektu, pole błysku lampy nie pokrywa się całkowicie z polem
widzenia obiektywu (dół zdjęcia ciemny). Oczywiście przy tak
wszechstronnie wyposażonej lampie, jest na to rada - wystarczy w opcjach
lampy zakres zooma palnika ustawić na "E" tzn. rozszerzony, wówczas przy
ustawieniu obiektywu aparatu na ogniskową np.35, palnik lampy ustawi się
na 24. I to, plus możliwość opuszczenia głowicy lampy w dół, całkowicie
zaradza tej niedogodności.
Drobne zaniedbanie producenta - pasek do noszenia aparatu został
wyposażony w metalowe suwki, o dosyć ostrych krawędziach. Po włożeniu go
do torby może się zdarzyć, że metal ten zetknie się, z niczym nie
chronionym, ekranikiem LCD. Aby zapobiec takiemu nieszczęściu, na suwki
ponasuwałem rurki termokurczliwe, w ruch poszła zapalniczka i gotowe.
Ponieważ czołowa soczewka obiektywu umieszczona jest na równi z tubusem,
bardzo łatwo o jej przytarcie. Najlepsze wyjście to tulejka do mocowania
konwerterów, z wkręconym dobrym (wielopowłokowym) filtrem UV (może być
równie dobrze neutralne szkło ochronne - Multicoated Protector) , i na to
dekielek. Chroni znakomicie, pozwalając jednocześnie użyć różnych innych
filtrów, jak i na zamocowanie osłony przeciwsłonecznej. Jedyna wada tego
rozwiązania - przy fotografowaniu z użyciem wbudowanej lampki błyskowej i
ogniskowej 35mm, tulejka przysłania część błysku i lewy dolny róg zdjęcia
wyjdzie przyciemniony. Druga wada - koniec tulejki widać w wizjerze
optycznym, jednak biorąc jego niską jakość, a tym samym znikomą
użyteczność, nie ma się czym przejmować.
Gwint statywowy producent umieścił w środku ciężkości aparatu - to
dobrze, ale poza osią obiektywu - to gorzej. Może to być dokuczliwe przy
kadrowaniu ze statywu, zwłaszcza zdjęć makro. Wówczas w momencie
"jeżdżenia" góra - dół, lub na boki (kadr pionowy lub poziomy) zmienia się
odległość obiektywu od kadrowanego obiektu i trzeba ciągle korygować
ostrość. I druga, denerwująca wada - gumowa płytka wokół gwintu jest
niesymetryczna i w momencie przykręcenia aparatu do statywu, jedna jej
strona poddaje się bardziej, przez co całość układa się krzywo. Dziwi
mnie, po co w ogóle ją tam zainstalowano?! Przecież gumy nie stosuje się
przy mocowaniach statywowych (zazwyczaj korek, lub podobny materiał),
ponieważ guma uelastycznia połączenie, a chodzi, przecież o jak najlepsze
zespolenie aparatu ze statywem Mógłbym zrozumieć - wada montażowa,
zdarza się, zwłaszcza, gdy ilość idzie w tysiące, ale to zostało
ordynarnie spartolone w fazie projektowania. Wstyd i hańba !
Jak widać - nie ma ideałów. Cena giełdowa tego modelu
systematycznie spada i staje się on, nad wyraz atrakcyjnym nabytkiem, nie
mającym w tym zakresie cenowym konkurencji.
Jeśli nie wykonujesz
powiększeń ponad 15x21cm, w pełni zaspokoi on Twe wymagania. Co prawda,
aparat posiada możliwość interpolacji do rozdzielczości 3200x2400
pikseli, dzięki czemu, jak podaje producent, można wykonywać odbitki
formatu A3, ale jak się okazuje, jest to wtórna interpolacja i pożytek z
niej mierny. To samo, można jeszcze lepiej zrobić w kompie.
Wiem, natomiast, że są urządzenia, które naświetlają tradycyjny film z
pliku cyfrowego, aby następnie z tegoż filmu wykonywać wielkoformatowe
(nawet 1x2 m) odbitki o znakomitej jakości. Podstawą takiego
urządzenia jest naświetlarka, która z rozdzielczością 40 mln pikseli,
naświetla tradycyjny film, aby następnie, powstała z niego odbitka.
Testy wykazały, iż z pliku o wielkości 17MB, można, w ten sposób, uzyskać
odbitkę 1x1,5m, na której pikselizacja jest niezauważalna, a ostrość i
jakość zwala z nóg.
Podstawowa zaleta Olympusa 5050 - wyborna jakość zdjęć i niesamowicie
wysoka kreatywność sprawia, że bledną jego nieliczne wady. To przez niego,
zacząłem łakomie spoglądać na E-20P, o E-1 już nie wspomnę.
OLYMPUS 5060 Wide Zoom
Opis wirtualny, modelu tego nigdy
nie miałem w dłoniach.
Firma, w końcu zareagowała na monity użytkowników, odnośnie
niedociągnięć w modelu 5050 - niezbyt udany, ale tylko pod względem zbyt dużej
dystorsji beczkowatej, obiektyw, praktycznie w całym zakresie ogniskowych
(model w tym względzie, przegrywa w testach nawet z konstrukcjami o rok
starszymi np. Nikonem Coolpix 5000), oraz ułomny pod względem
manipulacyjnym, ekranik LCD.
Do 5060 skonstruowano całkiem nowy obiektyw o
znacznie szerszym polu widzenia - ogniskowa
27 - 110, ale czy inne
parametry optyczne również wyśrubowano, tego nie miałem okazji stwierdzić.
Wiem natomiast, że jest znacznie ciemniejszy, a to dla mnie poważna wada
(5050 na długim końcu wspaniale rozmywa tło). Jeśli pragnę w 5050
rozszerzyć kąt widzenia - zakładam konwerter, a w jaki sposób mogę
zwiększyć jasność obiektywu w 5060? Ot, co.
Aby obejść koszty patentowe, wymyślono również, oryginalnie działające,
przegubowe mocowanie monitora LCD, dzięki czemu, można go obracać w każdej
płaszczyźnie (brawo! Aby z poziomu gruntu wykonać kadr pionowy moim 5050,
muszę się posiłkować małym lusterkiem). Skrócono, również start aparatu
do 3 s, o czym można wyczytać istne peany, co mnie dziwi niezmiernie,
ponieważ 5050 startuje w 4 s, a więc różnica znikoma; 1s - tym dopiero
można by się szczycić.
Mówi się, również, że zastosowano nową matrycę (w
każdym razie rozdzielczość zdjęć wzrosła do 2592x1944, a więc nieco ponad
5mln, w porównaniu do 4,92mln w 5050 to mały postęp, ale zawsze), chociaż
i to nie jest pewne, matryca w 5050 posiada całkowitą liczbę 5,26 mln, i
być może, ze względu na szersze pole widzenia obiektywu, uaktywniono w
niej jedynie większą liczbę pikseli.
Udoskonalono również oprogramowanie,
dzięki czemu szumy, spędzające niektórym sen z powiek, powinny być
mniejsze.
Pogorszyło się natomiast w kwestii energetycznej - model ten
zasila firmowy akumulator litowo jonowy (drogi!), co prawda mający tę
zaletę, że można go w każdej chwili doładować, ale na szlakach moich
wędrówek, rzadko widywałem gniazdka sieciowe zamontowane w drzewach. Poza
tym, akumulatorki tego typu bardzo źle znoszą zimno.
W teście modeli Olympus 5050 i Nikon Coolpix 5000, którym czytał jakiś
czas temu, Nikona skrytykowano za umieszczenie "gorącej" stopki poza osią
obiektywu, co skutkuje pojawianiem się na tle za fotografowaną osobą,
niepotrzebnych cieni. Firma zareagowała szybko na głosy krytyki,
wypuszczając lampę błyskową o niesymetrycznym mocowaniu, dzięki czemu jej
palnik znajdował się w osi obiektywu. Następca modelu 5000, Coolpix 5400
ma już stopkę umieszczoną w najbardziej optymalnym miejscu tzn. nad
obiektywem. A teraz spójrz na Olympusa 5060 - konstruktorzy (pewnie Nikon
ich wywalił, więc przeszli do Olympusa), zrobili duży krok wstecz i
powtórzyli błąd z Coolpixa 5000, umieszczając stopkę mocowania lampy poza
osią obiektywu. Czym to skutkuje? Ano tym, że fotografując np. we wnętrzu
daną osobę, musisz się liczyć z tym, że zawsze za nią, na ścianie,
powstanie cień, nie będący, bynajmniej, skutkiem Twego zaniedbania, ale
wady konstrukcyjnej. Przy kadrach pionowych jest jeszcze gorzej ( ale
tylko dla tych, którzy trzymają aparat uchwytem do góry np.mnie), cień
boczny, oczywiście musi się pojawić, ale ponieważ w tym położeniu,
zewnętrzna lampa znajduje się dodatkowo poniżej obiektywu, cień pojawi się
również nad głową fotografowanej osoby. Oczywiście jest to wada, mająca
znaczenie tylko dla osób używających lampy zewnętrznej, ale ja odnoszę
dziwne wrażenie, że producent traktuje nas nonszalancko, uważając, że
prawdziwi znawcy kupią i tak dopracowane E 20P lub
E-1, a po 5050 czy też
5060 sięgać będą tylko ignoranci, omamieni broszurkami reklamowymi.
Aby cokolwiek więcej o tym modelu napisać, i Ci nie skłamać, musiałbym go
poznać "organoleptycznie".
Reasumując, gdybym miał teraz wybierać, wahałbym się długo. Model
5060 to w sumie 5050 z władowanym szerokim kątem. W jakości obrazu,
praktycznie nie ma żadnych różnic, choć są i tacy, którzy twierdzą, iż
5060 jest minimalnie gorszy.
Mógłbym się skusić na przegubowy ekranik LCD, no i usprawniony soft. Problem
zasilania można szybko zminimalizować, podłączając zewnętrzny zasilacz,
lub batery pack zrobiony własnym sumptem.
Natomiast, posiadając model
5050, na pewno go nie zamienię na 5060 - zbyt mała różnica w zaawansowaniu
konstrukcji, aby było to opłacalne, tym bardziej że 5050 to bardzo udany model.
Natomiast ci, którzy posiadając już model 5050, fanatycznie zalecają,
jednocześnie,
jego kupno, w zamian 5060, chcą w ten sposób uwartościowić się i upewnić we
własnym wyborze. Podejrzewam, że już niebawem, podobnie będą reagować
użytkownicy 5060 na model 8080.
Krótko, jeśli preferujesz szeroki kąt widzenia, często fotografujesz we
wnętrzach - bierz 5060. Jeśli natomiast najważniejsze dla Ciebie jest -
to, bierz 5050.
Jeśli posiadasz swobodę finansową, i tak najlepiej, uczynisz wybierając
E-20P, lub nawet E-1.
|