EOS 500 EOS 600 EOS 50E SIGMA 28-70/2,8 SIGMA 28-70/2,8 EX SIGMA 70-300/4-5,6 APO OLYMPUS 5050  -  c5060

Strona Główna

 

 

    ZENIT 11
    
Psuł się od samego początku, zabytkowy pomiar światła  (ogniwo selenowe). Opuścił mnie szybko.

    ZENIT 122
    
Ten, natomiast, sprawował się nad wyraz dobrze, lecz jego ograniczenia w zakresie długich czasów  (a właściwie ich brak) mocno mnie frustrowały.
Wizjer taki sobie, ale wbrew powszechnie złej opinii - ja nie miałem żadnych problemów z ustawianiem ostrości. Często bowiem czytuję narzekania, zwłaszcza byłych użytkowników, jak to w nim nic nie widać, że patrzy się, jak przez dziurę w płocie itp. Dopiero, gdy dorwali się do Nikona, czy Canona, odzyskali ostrość widzenia.
Bzdura totalna! Różnica w jakości oczywiście jest, ale nie aż tak drastyczna. Natomiast, faktycznie, trochę irytujące są odblaski wokół matówki, których w lepszych modelach nie uświadczysz - tam, po prostu, jest matówka, wskaźniki, a poza tym ciemność.

 Dziw mnie bierze, jak wielu z nas, wychowanych na tej marce, teraz bezlitośnie nią pogardza. 
 Aparat po dwóch latach intensywnego użytkowania, w stanie bezawaryjnym, przeszedł w inne ręce, ale sentyment pozostał.

   PRAKTICA 20 BX
  
Wielkie rozczarowanie.
Długie czasy, co prawda są, ale lustro wali zbyt mocno, naciąg migawki i filmu - fatalny (trzeszczy i rzęzi). Przesuw filmu nierównomierny (różne odstępy między klatkami).
 Dłuższy czas próbowałem go modernizować, rozbierałem dziesiątki razy. Bez skutku. Lustro rozpędzają w nim dwie sprężyny, a wyhamowanie to jedynie gąbka wokół matówki - konstrukcja beznadziejna.
Długo usiłowałem się przekonać - wszak to Praktica, w demoludach konstrukcja kultowa. Nerwy jednak zawiodły i puściłem go za byle jakie pieniądze.

 Nauczyło mnie to jednego - jeśli używasz sprzętu, który  męczy, już nawet nie mówię, że jest wadliwy, po prostu, z takich czy innych względów, dosłownie - męczy Cię psychicznie jego używanie, odpuść go sobie. Jest to walka beznadziejna - tego czegoś i tak nie polubisz, a prędzej się zniechęcisz do fotografowania. Pędź na giełdę, pobaw się różnymi markami (nie daj się zmanipulować tym legendarnym), i wnet znajdziesz ten dla siebie. Może się zdarzyć, że na takiej wymianie jeszcze zarobisz, ale ważniejsza jest ulga i spokój duszy.

    CANON EOS 500
  
Całkiem udany model mimo wszechobecnego plastiku.
Czasy od 30s do 1/2000s, a więc całkiem przyzwoite, jedyna skaza, to synchronizacja lampą błyskową - 1/90s. Autofokus trzypunktowy, czujniki: środkowy krzyżowy i dwa boczne liniowe, niestety bez możliwości ręcznego wyboru każdego punktu osobno. Jedyna możliwość, to przy ciągle wciśniętym przycisku pamięci pomiaru - nacisnąć spust, ostrość wówczas ustawia się tylko środkowym czujnikiem.

 Trzy rodzaje pomiaru światła - matryca, selektywny i C/W ( ten jednak działa tylko w trybie manualnym).
Współpraca z zewnętrzną lampą błyskową w trybach: TTL i A-TTL, niestety, wbudowana lampka pracuje tylko w TTL-u. Pomiar błysku matrycowy w trybie AF -  ( trzy pionowe pola pokrywające się punktami AF), w trybie ręcznego ustawiania ostrości pomiar błysku tylko C/W.

 Wady: dosyć ciemna matówka, przesuw filmu to jedyne 1,5kl/s, i przede wszystkim - brak podglądu głębi ostrości.
 Po psychicznych męczarniach z Prakticą cieszyłem się nim, jak dziecko, ale krótko. Jakiś niedobry człowiek zajumał mi go w drodze do STODOŁY. Zamiast lampy, na giełdzie kupiłem model poniższy.

    CANON EOS 600
  
Świetna, niezawodna maszynka. Uświadomił mi, jak bardzo prymitywna jest pięćsetka.
Wymienna matówka (dostępne są nawet matówki z microrastrem i klinami), dużo metalu w środku, co w połączeniu z cudo uchwytem daje dobre wyważenie. Pierwszy model Canona wyposażony w funkcje indywidualne.
Szybki przesuw filmu - 5 kl/sek., podświetlany wyświetlacz zewnętrzny, podgląd głębi ostrości osobnym przyciskiem, pomiar matrycowy i selektywny.
Pomiar błysku mimo, iż centralnie ważony, sprawuje się dziwnie dobrze.
Współpraca z lampą błyskową w trybach TTL i A-TTL (świetna współpraca z 430EZ), niestety synchronizacja tylko do 1/125s - to znaczne zubożenie do swego starszego brata- EOS-a 620, który mógł się pochwalić 1/250s.
Autofokus, mimo tylko jednego, centralnego czujnika, i to w dodatku liniowego, działa szybko i niezawodnie.

 Zasilanie to bateria 2CR5, a więc spory wydatek, a firma nie przewidziała innej możliwości zasilania.
Jedyna rada to zakup podłużnego pojemnika na cztery baterie R6 (paluszki), z zużytej baterii 2CR5 wydłubanie dwóch ogniw, tak aby został sam szkielet ze stykami. W uchwycie aparatu należy wywiercić mały otworek, w celu poprowadzenia kabelka łączącego szkielet po 2CR5 umieszczony w korpusie aparatu, z pojemnikiem bateryjnym przymocowanym do paska aparatu (pojemnik taki kupisz w każdym sklepie elektronicznym).
Ja sam, tak właśnie uczyniłem i całość sprawowała się świetnie i jeszcze lepiej na silnym mrozie. Każdy taki pojemnik bateryjny posiada bowiem,  zaciski  stosowane w typowych bateryjkach dziewięciowoltowych. Ponieważ na kablu wychodzącym z aparatu również musi być taki zacisk (również do kupienia w tymże sklepie), nic nie stoi na przeszkodzie, aby na czas zimowy wykonać sobie przedłużacz (kabel musi być w miarę gruby np. typowy na 220V, ja początkowo użyłem cienkiego kabelka elektronicznego o długości ok. półtora metra i przy nowych bateriach, wskaźnik napięcia w aparacie wskazywał połowę, tak duży był spadek napięcia), dzięki któremu baterie (polecam tylko baterie, przy  próbie użycia akumulatorów aparat zaczął się "dziwnie" zachowywać) będzie można nosić pod kurtką.

Gdybyż aparat ten posiadał jeszcze pomiar światła C/W (matryca we wszystkich Canonach w starciu z dużymi kontrastami zawala sprawę), a zwłaszcza podnoszone lustro, z  rąk bym go nie wypuścił.

    CANON EOS 50 E
  
Nafaszerowany bajerami, z których większości rzadko się używa.
W porównaniu z poprzednikiem, kiepściuchny uchwyt, dopiero batterypack pomaga.
Pomiar matrycowy niezmiennie nie daje powodów do zaufania.
Przy okazji dygresja.
Nieprawdą jest, że Canony nie dają poprawki na wysokie światła.
Dają, ale tylko wtedy, gdy jest to miarę równomierna jasna płaszczyzna (skieruj obiektyw np. w jasne niebo i przełączaj się między C/W a matrycą, zobaczysz różnicę). Toteż w przypadku jasnych, śnieżnych krajobrazów i włączonej matrycy, korekcje są zbędne. Jeśli jednak trafi Ci się w kadrze jasny punkt, starannie go omijaj, w przeciwnym razie niedoświetlenie masz w kieszeni. Cóż, takie algorytmy orły  napisały, a wystarczyło pobrać lekcje od informatyków Pentaxa. Z1P nie ma takich problemów - sam sprawdzałem (i znów drobna nerwica)
.
Ponieważ lubię być pewny, używałem w EOS-ie tylko pomiarów - selektywnego i C/W, a ten ostatni w połączeniu z regułami poniżej podanymi dawał znakomite efekty.

 Ustaw pomiar C/W i wartość przysłony 11. Dokonaj pomiaru bez przekadrowania (nawet słońcem w kadrze nie przejmuj się zbytnio). Jeśli czas będzie się zawierał pomiędzy 1/180s a 1/350s - wprowadź korekcję +0,5 a jeśli między 1/20s a 1/10s -wprowadź korekcję - 0,5. Adekwatnie przy innych czasach. Przy innej czułości filmu musisz, oczywiście, zwiększyć lub zmniejszyć przysłonę np. ISO200-przysłona 16, podobnie przy stosowaniu różnych filtrów. Przysłona - f11, którą tu podaję, oczywiście nie jest sztywnym wymogiem, możesz sobie ustalić dowolnie inną, w zależności od możliwości Twego aparatu, jednak czasy musisz  wówczas, proporcjonalnie, zmienić.

    Przysłona f11  ISO 100

     Czas  Korekcja   Czas 

   1/180    +0,5 -        1/20              

   1/350    +1,0 -        1/10

   1/750    +1,5 -        1/6

 1/1500    +2,0 -        1/0,3

 1/3000    +2,5 -        1/0,7

   Wady aparatu, to przede wszystkim zbyt długi czas synchronizacji z lampą -1/125, w jasny słoneczny dzień, aparat tak mocno przymknie przysłonę, że efektu użycia lampy nie uświadczysz.
 A jeśli myślisz, że tryb błysku liniowego Twojej lampy coś tu zmieni, to mylisz się, jak i ja szarpiąc się na model z funkcją takową.
Do aparatu wpinałem lampy: EZ430 i METZ 54 MZ3. Obie solidne i niezawodne w działaniu, mimo różnicy dwóch generacji.
Na szczęście, aparat oprócz  E-TTL  pracuje również w TTL-u.
Dlaczego?
Ot, choćby pokój z jasnym oknem w kadrze. A w tym pokoju, przy tymże oknie, siedzi miła Ci osoba. Jak szybko zrobić zdjęcie, na którym oświetlenie wnętrza jest OK a okno nie jest białą plamą?
Lampę przełącz w tryb TTL, może również pracować w A-TTL jak np.420, 430, 540 EZ.
W aparacie włącz pomiar selektywny i tryb pomiaru "PROGRAM" lub "Tv"( w tym przypadku oczywiście wstępnie ustaw czas - na początek najlepiej 1/125), skieruj obiektyw na okno i zapamiętaj pomiar (jeśli za oknem jest bardzo jasno - uważaj, przymknie Ci przysłonę zbyt mocno i  lampie braknie mocy na oświetlenie pokoju; 8, 11- to rozsądne granice). Teraz obiektyw skieruj na pokój, na matówce widzisz trzy punkty ustawienia ostrości, a pod nimi, w tle, możesz sobie wyobrazić trzy pionowe pasy, jak sztachety w płocie, pokrywające całą matówkę. Jeśli więc ustawisz ostrość prawym punktem, cały pomiar błysku skoncentruje się na prawym pasie zajmujący 1/3 obrazu. Wybierz więc tę część pokoju, która jest dla Ciebie najważniejsza, ustaw na nią ostrość wybranym (najszybciej okiem) punktem AF i spust do końca. Nie uczynisz tego tak sprawnie w systemie E-TTL, ponieważ pamięć pomiaru światła zastanego i błyskowego jest pod jednym przyciskiem.
 Powyższa metoda sprawdza się znakomicie również na zewnątrz, ciemny pomnik na jasnym tle - żaden problem - pomiar selektywny na tło, w zależności od położenia pomnika w kadrze, wybieram dany pkt AF i gotowe. Sprawdziło się to doskonale w przypadku EZ 430. Ważne - wszystko to działa oczywiście przy włączonym AF. Jeśli ustawiasz ostrość ręcznie, pomiar błysku zawsze odbywa się jako "C/W" obojętne czy jesteś w matrycy, sel., czy C/W.

 Jeszcze mały trick - wciskając równocześnie przyciski - pamięci pomiaru i wyboru pola AF, zobaczysz w wizjerze oprócz podświetlonego na czerwono punktu AF na matówce, również tenże pkt na wyświetlaczu pod obrazem, co przydaje się przy b.jasnych motywach.

 Na koniec, dwie dość irytujące wady: pierwsza - podgląd głębi ostrości i pamięć pomiaru pod jednym przyciskiem, chcąc jedynie sprawdzić rozkład ostrości musisz uruchomić cały system pomiarowy, druga - włączanie aparatu przez ciągłe pokręcanie kółkiem. W serii EOS 600, 620, 650 obie te funkcje są znakomicie rozwiązane, co jeszcze raz dowodzi, że nowsze czasem znaczy - gorsze. 

   SIGMA 28-70/2,8
   
Znakomita jakość optyczna, mechanicznie sprawował się bezawaryjnie.
Wolny autofokus - raz, że obraca się przednia  grupa soczewek, a dwa, napęd z silniczka w obiektywie przekazywany jest za pomocą paska gumowego. Patent wzięty prosto magnetofonów kasetowych, ale tu całkowicie chybiony.
Na mrozie, gdzie guma twardnieje (i tylko ona), obiektyw prawie lub nawet w ogóle nie kręcił, jedynie silnik w środku bezsilnie bzyczał. Podejrzewam, że z innymi markami aparatów, gdzie napęd przekazywany jest z korpusu (wszystkie obiektywy do CANONA posiadają wbudowany silniczek), wszystko kręci się znacznie szybciej i gdybym był w posiadaniu takiego korpusu (PENTAX, NIKON, MINOLTA) wówczas to świetne szkiełko nadal byłoby przy mnie. I nie jest to ocena subiektywna - swego czasu  w testach niemieckiego magazynu COLOR FOTO obiektyw ten pod względem optycznym oceniono wyżej niż CANON USM 28-70/2,8 (cena w detalu ok.6-7 tys. zł). A SIGMĘ kupisz w Stodole (trudno już spotkać) za 700-800 zł.

   SIGMA 28-70/2,8 EX
   
Skusiłem się myśląc - jakość optyczna co najmniej powtórzona, a mechanika pewnie poprawiona. I faktycznie, obiektyw kręci bardzo sprawnie  (wewnątrz żadnej gumy, same zębatki), przód się nie obraca, nie straszny już żaden mróz. Ale optyka ciut, jakby gorsza.

 Cieszyłem się przez rok. Tylko minęła gwarancja, jestem na szlaku w górach, a tu zoom się zacina, w środku coś grzechocze, a mnie krew jasna...
Po powrocie rozkręciłem padalca, w środku znajdując bezdomną śrubkę, która, jak stwierdziłem przy dalszej penetracji, wykręciła się z prowadnicy zooma. Dalej już było z górki, na gwint Butapren (sprawdzony patent) i mocne dokręcenie. Oczywiście, profilaktycznie, to samo uczyniłem z jej siostrami.
Minęły trzy miesiące.
Ponownie ulubione Rudawy Janowickie.
Zacina się, tym razem pierścień ostrości.
Tragedia ! Przy próbie desperackiego pokręcenia, w środku coś zgrzyta.
Znów krew mnie jasna...
Podejrzenie mnie naszło, że jednak coś poprzednio spartaczyłem. Radość dreptania po górach opuściła mnie migiem, widząc twarzy mej  wyraz, o słowach nie wspomnąc.

 Po powrocie - rozkręcam padalca. Pierwsze wrażenie - wszystko na swoim miejscu. Penetruję dalej, po drodze poznając złożoną budowę tegoż, i już widzę - odkręciła się śrubka prowadnicy pierścienia ostrości. Widzę ją, ale żeby się do niej dostać trzeba odkręcić zespół soczewek, niezbędny jest specjalistyczny klucz nasadowy z wycięciami.
Depresja.
Cóż, jest tylko jeden sposób - skoro widzę ją dosyć dokładnie,  mogę wywiercić 1mm otwór w tubusie i śrubokrętem zegarmistrzowskim spróbować ją wkręcić.
Praca była mozolna, ręczna, tak aby żaden wiórek nie wpadł do środka.
Zakończona sukcesem.
Obiektyw odzyskał pełną sprawność i nic więcej mu już nie dolegało.
Natomiast firma jest u mnie spalona. Zabawnie dla mnie brzmią zapewnienia z różnych testów, że zła jakość mechaniczna SIGMY to już przeszłość, zwłaszcza tych obiektywów z górnej półki. Nic się nie zmieniło, a być może i na gorsze. Optyka wysokich lotów, mechanicznie a właściwie wytrzymałościowo - tandeta.

   SIGMA 70-300/4-5,6 APO MACRO
 
Kupiłem go równolegle z tym pierwszym. Mechanicznie te same wady: wolny AF (w środku również pasek gumiany), przód się obraca, na mrozie nie kręci. Optycznie na czwórkę w skali pięciostopniowej, mechanicznie na trójkę minus.
 Funkcja MACRO skala 1/2, a więc całkiem nieźle.
Podobnie, jak ten pierwszy, mimo, że powolny i topornie działający, nigdy nie rozpadł mi się w rękach.

 

 Opisany sprzęt w całości jest już historią.
 Mimo oporów konserwatystów i malkontentów, wielkimi krokami nadchodzi zmierzch srebra. Patrząc na swój wysokiej klasy gramofon kurzejący na szafie zrozumiałem, że już niedługo złożę przy nim to, co opisałem powyżej.
 Mimo sentymentu, nie stać mnie na to. Cyfrowej lokomotywy nic  nie zatrzyma, zwłaszcza, że pcha ją potęga producentów, którzy już zadecydowali. A ich piąta kolumna, to dyletanctwo i pogarszająca się jakość usług odnośnie wywoływania filmów i wykonywania odbitek. Totalna komercja i pogarda dla jakości.
 Z ciężkim sercem rozstałem się ze sprzętem powyższym, dla osłody został mi jedynie stary, dobry, dalmierzowy REVUE 700 EL (nie do zdarcia) i spory zapas filmów w lodówce. Zmieniłem narzędzie, ale poza tym nic się nie zmieniło.

 

    OLYMPUS 5050 ( E-20P, wersja dla ubogich).  Tekst napisałem w listopadzie 2003 roku
  Na samym początku, muszę się zastrzec - nie jestem fanem Olympusa, nie jestem fanem jakiejkolwiek marki ! Staram się zawsze, na spokojnie, dostrzec wady i zalety danego sprzętu, czasem po parę razy do niego podchodzę, aby w ten sposób ujarzmić w sobie ślepy ogień pożądania. Przeszłość mnie nauczyła, że jeśli dam się ponieść emocjom w stylu - "ja muszę to mieć, szybko!", tym większe spotka mnie później niezadowolenie i rozczarowanie. Znasz przecież to uczucie zniechęcenia, gdy wydaje Ci się, że wszyscy wokół używają lepszego i sprawniejszego sprzętu, a Tobie się trafiło takie byle co.
 Polubiłem swego 5050, lecz nie zamierzam go hołubić. Cenię go za jego zalety, a wszelkie wady bezlitośnie wywlokę i obnażę
może dzięki temu, ktoś będzie miał łatwiejszy wybór.

 Model mający już ponad rok, a nadal utrzymujący się w czołówce rankingów.
Wybrałem go po długim namyśle, a pomógł mi w tym test różnej maści cyfrówek w jednym z magazynów komputerowych (Magazyn Internetowy WWW nr 3/03). Akurat ten test był w miarę wiarygodny, bo podparty zdjęciami testowymi umieszczonymi na dołączonej płytce. Nie wiem, jak Ty, ale ja odnoszę wrażenie, iż te wszelkie magazynowe testy są robione pod określonych producentów, lub przez zaślepionych fanatyków jednej marki.

Tym razem mogłem sam naocznie sprawdzić prawdziwość opisów.

Testowe zdjęcia pootwierałem w Photoshopie i dawaj je powiększać i analizować. Konkurencja była silna - Canon G2, G3, Nikon Coolpix 5000, 5700, Minolta Dimage 7i, Sony DSC-F717.
Szczerze mówiąc, na 5050 spoglądałem obojętnie, optując za Minoltą 7i (ergonomia wydała mi się lepsza, a zwłaszcza ręczne zoomowanie i gwint w obiektywie) lub Nikonem 5000 (przegubowy ekranik i sprawdzona roczna konstrukcja).
 Śmieszą mnie zdania takie, jak przeczytane ostatnio - " Testowałem Nikona i Minoltę, co prawda Minolta wypadła lepiej, ale wybrałem Nikona, w końcu Nikon to Nikon" - istna parodia.

 Niespodziewanie dla mnie, najlepiej w teście  wypadł Olympus - jego matryca najlepiej rejestrowała drobne szczegóły, a i barwy wydały mi się najbardziej naturalne, a to jest dla mnie najważniejsze, aparat może mieć wygląd i ergonomię mydelniczki, byle robił cudowne jakościowo zdjęcia.
 I muszę przyznać, że nie zawiodłem się - jakość zdjęć baaardzo dobra. Żeby nie być gołosłownym - pokazuję ostatnio odbitki 15x21 znajomemu, ten ogląda je, i mówi -"No dobra, a teraz pochwal się zdjęciami z twojej cyfry."- "Przecież właśnie je oglądasz" - mówię i patrzę na jego rosnące zdziwienie. Zmyliło go lekkie ziarno, którym upodobniłem je do tych z analogu.

 Aparat wyposażono w bardzo jasny i ostro rysujący obiektyw 1,8-2,6/ 35-105, dziwi trochę jednak dystorsja beczkowa, zwłaszcza przy 35mm, zbyt duża jak na tę klasę sprzętu. Poza tym, czasami, na granicy dużych kontrastów np. drobna gałązka na tle jasnego nieba, wokół obiektu pojawia się zielona otoczka, widoczna zwłaszcza w dużym powiększeniu (aberracja chromatyczna), i jedyna rada to tylko dobry program graficzny.
Na szczęście wady te nie są uciążliwe, chyba, że fotografujesz architekturę, wówczas, ponownie, bez dobrego programu graficznego się nie obejdzie.
    
 Bardzo duża ilość ustawień balansu bieli (10 kombinacji i cztery schowki, gdzie można je przypisać), w tym jeden zadany, tzn. w trudnych barwnie warunkach, kierujesz obiektyw na jakąś białą płaszczyznę (ja mam zawsze przy sobie biały karton wielkości dyskietki) i włączając tę funkcję, pokazujesz elektronice aparatu, co tu jest naprawdę białe. Przykład - pokój oświetlony świetlówką i zwykłą żarówką, trudne złożone warunki - ogniskowa 105 - wchodzę do opcji balansu bieli (WB i ostatnia opcja pod "Custom", symbol okienka z dwiema strzałkami), w momencie naciśnięcia kursora w prawo, pojawia się ekran (ONE TOUCH WB) - karton przed obiektyw, tak aby wypełnił cały ekranik i OK. W tym momencie pokazałem elektronice wzorzec bieli i zdjęcie wiernie odda kolory. Dzięki tej funkcji, żadne, nawet najbardziej złożone warunki kolorystyczne nie są  straszne.

 Aparat posiada również osiem schowków na indywidualne ustawienia, opcję redukcji szumów, która jest nad wyraz przydatna przy długich czasach, a te są całkiem niezłe - 16s.

 Elastyczność dostosowań - do jednego przycisku przy spuście aparatu (OK-Mode Menu-Setup-CUSTOM BUTTON) można przypisać szereg funkcji np. zmiana formatu zapisu.
To nie wszystko, do trzech klawiszy przy OK, również można przypisać różne funkcje (OK-Mode Menu-Setup-SHORT CUT) np.WB, DRIVE, NOISE REDUCTION.
 Aparat posiada funkcję samotestowania matrycy (OK-Mode Menu-Setup-PIXEL MAPPING), której uaktywnienie kalibruje wzajemnie moduł CCD i procesor ASIC, co poprawia odwzorowanie kolorystyczne i ostrość zdjęć.

  Wielu z nas sobie tego nie uświadamia, że każdy aparat cyfrowy, który daje bezpośredni podgląd na LCD, ma cały czas odsłoniętą matrycę, podatną  przez to  na szok fotonowy (to tak jak wypalanie dziurki w papierze słońcem patrzącym przez lupę). Jaka rada na to ? Na pewno nie ustawiać ostrości prosto w słońce, gdy musisz mieć słońce w kadrze - nie przedłużaj kadrowania ponad niezbędne minimum. Chyba najbezpieczniejszy sposób, to maksymalnie przymknąć przysłonę, ustawić ostrość poza słońcem i szybkie przekadrowanie.

 A jeśli dopadły Cię wątpliwości, czy aby któryś z pikseli matrycy nie uległ uszkodzeniu, polecam Ci program Dead Pixel. Program wykrywa martwe i gorące piksele.
Aby przetestować aparat, zakryj dekielkiem obiektyw i ustaw najdłuższy, możliwy czas otwarcia migawki. Teraz możesz, stosując różne czułości ISO, wykonywać zdjęcia, oczywiście przy wyłączonej redukcji szumów (przy włączonej, w moim 5050, program nic nie wyłapał).

 Aparat nie posiada oficjalnie funkcji blokady ostrości, ale jest to możliwe. Wystarczy po ustawieniu ostrości, przy ciągle wciśniętym spuście, nacisnąć przycisk ustawienia autofokusa, ostrość zostanie zablokowana, ale jednocześnie aparat przełączy się na MF.

 Co do ręcznego ustawiania ostrości, w tym aparacie to jakiś koszmar. W momencie rozpoczęcia ustawiania pojawia się na środku LCD powiększenie cyfrowe, tak rozpikselowane i niewyraźne, że przynajmniej ja, niewiele na nim mogę dostrzec. Jeśli jeszcze jest  jasno, pół biedy - jakąś różnicę w ostrości można dostrzec (gorzej gdy jest bardzo jasno np.ostre słońce, wówczas sam LCD staje się mało czytelny), ale przy normalnym świetle np. pochmurny dzień lub jasny pokój - prawie nie do ustawienia (pomaga użycie przycisku pamięci pomiaru "AEL").

 Dużą zaletą aparatu jest zasilanie - 4xR6 popularne "paluszki". Oczywiście używam akumulatorków i cenię sobie komfort psychiczny, wiedząc, że praktycznie wszędzie mam dostęp do źródła zasilania. Zazwyczaj producenci zmuszają użytkownika do używania akumulatorów stworzonych specjalnie do danego modelu. Są one nad wyraz drogie, a i jedna sztuka to stanowczo zbyt mało nawet na średnio daleką wyprawę. Totalną bzdurą jest informacja że z jednego akumulatora można wykonać kilkaset zdjęć. Producent przyjmuje, że uruchamiasz aparat, kadrujesz - pstryk i wyłączasz. A co jeśli jesteś trochę ambitniejszym fotografem - kadrujesz z różnych ujęć, kręcisz czasem, przysłoną, podglądasz już wykonane, a w tym czasie aparat wprost pożera energię ? Kilkadziesiąt zdjęć w trybie RAW to góra (tyle wyciągam na akumulatorach 2000mAh, a do aparatu dołączone są 1700mAh, które wg producenta wystarczają na 200-300 zdjęć).

 Wszystko wskazuje na to, iż w modelu tym zainstalowano dosyć sporą pamięć SDRAM, prawdopodobnie 32 MB. W trybie szybkich zdjęć seryjnych, aparat w przeciągu sekundy, zapisuje w buforze cztery zdjęcia, które np. w formacie RAW zajmują łącznie 28 MB.

 Wizjer optyczny aparatu to jakieś nieporozumienie. Obraz, mimo korekcji dioptrycznej, wydaje się być nieostry (zwłaszcza na brzegach). Ramek, pokazujących pole widzenia, tak typowych dla aparatów przeziernikowych, próżno tu szukać. Powód jest prosty - 80%, a może i mniej, pola widzenia. Jeśli, więc chcesz precyzyjnie kadrować, jesteś skazany na LCD (tylko jak to uczynić w jaskrawym słońcu?). Podobnie jeśli patrzysz przez okulary - oko do wizjera trzeba mocno dociskać. Odnoszę wrażenie, że aparat tylko po to posiada ten wizjer, aby nikt nie zarzucił producentowi, iż go tam nie ma. To jedno z większych moich rozczarowań w tym modelu. Być może zaistniała tu zasada - chcesz dobrze widzieć, szarpnij się na E-20P.

 Aparat posiada dziewięć pól ustawienia ostrości, na LCD oznaczone jest tylko środkowe, pozostałe wyświetlają się tylko w momencie uaktywnienia. Żadne , niestety, nie jest krzyżowe, ale mimo to ostrość ustawia się pewnie i w miarę szybko. Oczywiście można się przełączać między szerokim polem AF, a punktowym.  Czujniki boczne uaktywniają się (tylko gdy w opcjach AF ustawiona jest opcja - "iESP") w momencie, gdy środkowy czujnik ma problemy z ustawieniem ostrości, a w polu widzenia pozostałych znajduje się obiekt bardziej kontrastowy.
W trybie AF SPOT, istnieje możliwość ręcznego wybrania jednego z dziewięciu czujników.

 Pomiarowi światła nie mogę nic zarzucić - matrycowy, punktowy i wielopunktowy (znany chociażby z OM-4 lub Canona T-90). Matrycowy i punktowy współpracują z pamięcią pomiaru (krótkie wciśnięcie przycisku blokuje pomiar dla jednego zdjęcia, dłuższe przytrzymanie blokuje pomiar do odwołania) i oba sprawują się znakomicie.

 Ekran LCD odchyla się 90 stopni w górę i 20 stopni w dół, odchylenie na boki nie jest możliwe, chyba, że wykażesz się dużą siłą fizyczną. Ideał to przegubowe ekraniki Nikonów serii 5.... i Canonów serii G, no ale oni byli pierwsi i pewnie w grę weszła zbyt wysoka opłata patentowa.

 Przed wykonaniem zdjęcia możesz mieć wpływ na niektóre jego parametry - ostrość, kontrast, nasycenie barw - po pięć stopni w górę i w dół. Ale nie tylko - jeśli zdjęcie zostało zapisane "na surowo" w pliku ORF, można je edytować w samym aparacie, zmieniając zarówno powyższe  parametry, jak i balans bieli, można je interpolować na wyższą lub niższą rozdzielczość, i zmieniać jeszcze szereg innych wartości.

 Mikrofon w tym modelu oczywiście jest. Dzięki niemu można nagrać film wraz z dźwiękiem. Jakość takiego filmu idealnie nadaje się do internetu i raczej tylko tam. Ale sam mikrofon spełnia jeszcze jedną pożyteczną rolę - do każdego zdjęcia można nagrać kilkusekundowy komentarz słowny. Odbywa się to bardzo prosto - tuż po zrobieniu zdjęcia, mówisz do aparatu np. - "Nieznany mężczyzna spadający z dachu" i gotowe. Oczywiście funkcja ta jest wyłączalna.

 Ciekawą opcją jest dźwiękowa imitacja trzasku migawki - samej lub plus imitacja dźwięku silnika przewijania filmu, każde o dwóch poziomach głośności.

 Dane techniczne podają czasy otwarcia migawki do 1/2000s - to prawda, ale tylko przy maksymalnie przymkniętej przysłonie (f8). Przy każdej innej wartości jest to tylko 1/1000s (problem rozmycia tła np. przy portrecie w ostrym świetle, jedynym ratunek to filtr szary ) - dwukrotna różnica to nie drobnostka.
Podobnie długie czasy - specyfikacja podaje do 16s, ale jest to możliwe tylko w trybie manualnym, w pozostałych nie przekroczysz czasu 4s. Na swój sposób poczułem się tym oszukany.

 Aparat oczywiście posiada "gorącą stopkę", nie omieszkałem więc dokupić adaptera (specjalnie do Camedii - METZ SCA 3202) dzięki, któremu Metz 54MZ3 mógł się do niej podłączyć.
Lampa współpracuje znakomicie w trybie TTL, jak i pozostałych - w trybie "A", "M" i błysków stroboskopowych.
Po ustawieniu odpowiedniej opcji w aparacie, lampa potrafi wysłać błyski, redukujące efekt "czerwonych oczu". Mało tego, lampa sygnalizuje świetlnie i dźwiękowo prawidłowość naświetlenia błyskiem.
Ale i to nie wszystko. Adapter ten posiada własną fotocelę i po przestawieniu w nim przełącznika, lampa może być zdalnie sterowana błyskiem lampki aparatu. Oczywiście, nie można wymagać zbyt wiele, nie jest to sterowanie w trybie TTL, a jedynie wyzwolenie błysku (fotocela ignoruje przedbłysk pomiarowy lampki aparatu), ale ponieważ sama lampa posiada czujnik pomiaru błysku, wystarczy ją ustawić w trybie "A", przysłonę tę samą, co w aparacie i już można rozświetlać wnętrza.
Całość sprawuje się świetnie, poza jedną niedogodnością - ponieważ Metz jest wysoką lampą, przy błysku na wprost i oświetlaniu bliskiego obiektu, pole błysku lampy nie pokrywa się całkowicie z polem widzenia obiektywu (dół zdjęcia ciemny). Oczywiście przy tak wszechstronnie wyposażonej lampie, jest na to rada - wystarczy w opcjach lampy zakres zooma palnika ustawić na "E" tzn. rozszerzony, wówczas przy ustawieniu obiektywu aparatu na ogniskową np.35, palnik lampy ustawi się na 24. I to, plus możliwość opuszczenia głowicy lampy w dół, całkowicie zaradza tej niedogodności.

 Drobne zaniedbanie producenta - pasek do noszenia aparatu został wyposażony w metalowe suwki, o dosyć ostrych krawędziach. Po włożeniu go do torby może się zdarzyć, że metal ten zetknie się, z niczym nie chronionym, ekranikiem LCD. Aby zapobiec takiemu nieszczęściu, na suwki ponasuwałem rurki termokurczliwe, w ruch poszła zapalniczka i gotowe.

 Ponieważ czołowa soczewka obiektywu umieszczona jest na równi z tubusem, bardzo łatwo o jej przytarcie. Najlepsze wyjście to tulejka do mocowania konwerterów, z wkręconym dobrym (wielopowłokowym) filtrem UV (może być równie dobrze neutralne szkło ochronne - Multicoated Protector) , i na to dekielek. Chroni znakomicie, pozwalając jednocześnie użyć różnych innych filtrów, jak i na zamocowanie osłony przeciwsłonecznej. Jedyna wada tego rozwiązania - przy fotografowaniu  z użyciem wbudowanej lampki błyskowej i ogniskowej 35mm, tulejka przysłania część błysku i lewy dolny róg zdjęcia wyjdzie przyciemniony. Druga wada - koniec tulejki widać w wizjerze optycznym, jednak biorąc jego niską jakość, a tym samym znikomą użyteczność, nie ma się czym przejmować.

 Gwint statywowy producent umieścił w środku ciężkości aparatu - to dobrze, ale poza osią obiektywu - to gorzej. Może to być dokuczliwe przy kadrowaniu ze statywu, zwłaszcza zdjęć makro. Wówczas w momencie "jeżdżenia" góra - dół, lub na boki (kadr pionowy lub poziomy) zmienia się odległość obiektywu od kadrowanego obiektu i trzeba ciągle korygować ostrość. I druga, denerwująca wada - gumowa płytka wokół gwintu jest niesymetryczna i w momencie przykręcenia aparatu do statywu, jedna jej strona poddaje się bardziej, przez co całość układa się krzywo. Dziwi mnie, po co w ogóle ją tam zainstalowano?! Przecież gumy nie stosuje się przy mocowaniach statywowych (zazwyczaj korek, lub podobny materiał), ponieważ guma uelastycznia połączenie, a chodzi, przecież o jak najlepsze zespolenie aparatu ze statywem  Mógłbym zrozumieć - wada montażowa, zdarza się, zwłaszcza, gdy ilość idzie w tysiące, ale to zostało ordynarnie spartolone w fazie projektowania. Wstyd i hańba !

 Jak widać - nie ma ideałów. Cena giełdowa  tego modelu systematycznie spada i staje się on, nad wyraz atrakcyjnym nabytkiem, nie mającym w tym zakresie cenowym konkurencji.
Jeśli nie wykonujesz powiększeń ponad 15x21cm, w pełni zaspokoi on Twe wymagania. Co prawda, aparat posiada  możliwość interpolacji do rozdzielczości 3200x2400 pikseli, dzięki czemu, jak podaje producent, można wykonywać odbitki formatu A3, ale jak się okazuje, jest to wtórna interpolacja i pożytek z niej mierny. To samo, można jeszcze lepiej zrobić w kompie.

 Wiem, natomiast, że są urządzenia, które naświetlają tradycyjny film z pliku cyfrowego, aby następnie z tegoż filmu wykonywać wielkoformatowe (nawet 1x2 m) odbitki o znakomitej jakości.  Podstawą takiego urządzenia jest naświetlarka, która z rozdzielczością 40 mln pikseli, naświetla tradycyjny film, aby następnie, powstała z niego odbitka.
 Testy wykazały, iż z pliku o wielkości 17MB, można, w ten sposób, uzyskać odbitkę 1x1,5m, na której pikselizacja jest niezauważalna, a ostrość i jakość zwala z nóg.

 Podstawowa zaleta Olympusa 5050 - wyborna jakość zdjęć i niesamowicie wysoka kreatywność sprawia, że bledną jego nieliczne wady. To przez niego, zacząłem łakomie spoglądać na E-20P, o E-1 już nie wspomnę.

 
OLYMPUS 5060 Wide Zoom 
Opis wirtualny, modelu tego nigdy nie miałem w dłoniach.
 
Firma, w końcu zareagowała na monity użytkowników, odnośnie niedociągnięć w modelu 5050 - niezbyt udany, ale tylko pod względem zbyt dużej dystorsji beczkowatej, obiektyw, praktycznie w całym zakresie ogniskowych (model  w tym względzie, przegrywa w testach nawet z konstrukcjami o rok starszymi np. Nikonem Coolpix 5000), oraz ułomny pod względem manipulacyjnym, ekranik LCD.

 Do 5060 skonstruowano całkiem nowy obiektyw o znacznie szerszym polu widzenia - ogniskowa 27 - 110, ale czy inne parametry optyczne również wyśrubowano, tego nie miałem okazji stwierdzić. Wiem natomiast, że jest znacznie ciemniejszy, a to dla mnie poważna wada (5050 na długim końcu wspaniale rozmywa tło). Jeśli pragnę w 5050 rozszerzyć kąt widzenia - zakładam konwerter, a w jaki sposób mogę zwiększyć jasność obiektywu w 5060? Ot, co.

 Aby obejść koszty patentowe, wymyślono również, oryginalnie działające, przegubowe mocowanie monitora LCD, dzięki czemu, można go obracać w każdej płaszczyźnie (brawo! Aby z poziomu gruntu wykonać kadr pionowy moim 5050, muszę się posiłkować  małym lusterkiem). Skrócono, również start aparatu do 3 s, o czym można wyczytać istne peany, co mnie dziwi niezmiernie, ponieważ 5050 startuje w 4 s, a więc różnica znikoma; 1s - tym dopiero można by się szczycić.

Mówi się, również, że zastosowano nową matrycę (w każdym razie rozdzielczość zdjęć wzrosła do 2592x1944, a więc nieco ponad 5mln, w porównaniu do 4,92mln w 5050 to mały postęp, ale zawsze), chociaż i to nie jest pewne, matryca w 5050 posiada całkowitą liczbę 5,26 mln, i być może, ze względu na szersze pole widzenia obiektywu, uaktywniono w niej jedynie większą liczbę pikseli.

 Udoskonalono również oprogramowanie, dzięki czemu szumy, spędzające niektórym sen z powiek, powinny być mniejsze.

 Pogorszyło się natomiast w kwestii energetycznej - model ten zasila  firmowy akumulator litowo jonowy (drogi!), co prawda mający tę zaletę, że można go w każdej chwili doładować, ale na szlakach moich wędrówek, rzadko widywałem gniazdka sieciowe zamontowane w drzewach. Poza tym, akumulatorki tego typu bardzo źle znoszą zimno.

 W teście modeli Olympus 5050 i Nikon Coolpix 5000, którym czytał jakiś czas temu, Nikona skrytykowano za umieszczenie "gorącej" stopki poza osią obiektywu, co skutkuje pojawianiem się na tle za fotografowaną osobą, niepotrzebnych cieni. Firma zareagowała szybko na głosy krytyki, wypuszczając lampę błyskową o niesymetrycznym mocowaniu, dzięki czemu jej palnik znajdował się w osi obiektywu. Następca modelu 5000, Coolpix 5400 ma już stopkę umieszczoną w najbardziej optymalnym miejscu tzn. nad obiektywem. A teraz spójrz na Olympusa 5060 - konstruktorzy (pewnie Nikon ich wywalił, więc przeszli do Olympusa), zrobili duży krok wstecz i powtórzyli błąd z Coolpixa 5000, umieszczając stopkę mocowania lampy poza osią obiektywu. Czym to skutkuje? Ano tym, że fotografując np. we wnętrzu daną osobę, musisz się liczyć z tym, że zawsze za nią, na ścianie, powstanie cień, nie będący, bynajmniej, skutkiem Twego zaniedbania, ale wady konstrukcyjnej. Przy kadrach pionowych jest jeszcze gorzej ( ale tylko dla tych, którzy trzymają aparat uchwytem do góry np.mnie), cień boczny, oczywiście musi się pojawić, ale ponieważ w tym położeniu, zewnętrzna lampa znajduje się dodatkowo poniżej obiektywu, cień pojawi się również nad głową fotografowanej osoby. Oczywiście jest to wada, mająca znaczenie tylko dla osób używających lampy zewnętrznej, ale ja odnoszę dziwne wrażenie, że producent traktuje nas nonszalancko, uważając, że prawdziwi znawcy kupią i tak dopracowane E 20P lub E-1, a po 5050 czy też 5060 sięgać będą tylko ignoranci, omamieni broszurkami reklamowymi.

 Aby cokolwiek więcej o tym modelu napisać, i Ci nie skłamać, musiałbym go poznać "organoleptycznie".

 Reasumując, gdybym miał teraz wybierać, wahałbym się długo. Model 5060 to w sumie 5050 z władowanym szerokim kątem. W jakości obrazu, praktycznie nie ma żadnych różnic, choć są i tacy, którzy twierdzą, iż 5060 jest minimalnie gorszy.
 Mógłbym się skusić na przegubowy ekranik LCD, no i usprawniony soft. Problem zasilania można szybko zminimalizować, podłączając zewnętrzny zasilacz, lub batery pack zrobiony własnym sumptem.
 Natomiast, posiadając model 5050, na pewno go nie zamienię na 5060 - zbyt mała różnica w zaawansowaniu  konstrukcji, aby było to opłacalne, tym bardziej że 5050 to bardzo udany model.
 Natomiast ci, którzy posiadając już model 5050, fanatycznie zalecają, jednocześnie, jego kupno, w zamian 5060, chcą w ten sposób uwartościowić się i upewnić we własnym wyborze. Podejrzewam, że już niebawem, podobnie będą reagować użytkownicy 5060 na model 8080.
 Krótko, jeśli preferujesz szeroki kąt widzenia, często fotografujesz we wnętrzach - bierz 5060. Jeśli natomiast najważniejsze dla Ciebie jest - to, bierz 5050.
 Jeśli posiadasz swobodę finansową, i tak najlepiej, uczynisz wybierając E-20P, lub nawet E-1.

 

strona główna